Słowo na niedzielę 28 kwietnia 2013

„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali ” (J 13, 35)

 

1. Zasady Ewangelii nie są teorią – to sposób życia, który rzuca się w oczy! W wieczerniku, kilka godzin przed pojmaniem, Jezus zostawia swoim uczniom testament: „Daję wam przykazanie nowe, żebyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem”. Ponieważ „wzajemne miłowanie” ma być widoczne, „wszyscy poznają” do kogo należycie. Przykazanie miłości wzajemnej jest praktyką. Uczniowie nie mają się prześcigać w dowodzeniu istnienia Boga, nie mają być biegli w przekonywaniu, że Jezus prawdziwie zmartwychwstał. Uczniowie Jezusa mają się prześcigać w miłowaniu. Tak mają miłować, jak każdego z nich umiłował Jezus.

 


2. Wiele razy w moich komentarzach odwoływałem się do mojego rodzinnego domu, jako miejsca, w którym nauczyłem się miłować. Dziś chcę popatrzeć z wdzięcznością na moją wspólnotę zakonną w Krakowie (byłem w niej 3 lata, do lipca 2011 r.), jako kolejnym miejscu, gdzie Bóg dawał mi możliwość miłowania: przyjmowania miłości i dawania miłości. Prawie każdego dnia ktoś brał w swoje dłonie inicjatywę „wspólnej kawy”. Poprzez telefony „zwoływał” innych braci, by się spotkać, rozmawiać, śmiać się, częstować tym, co kto otrzymał (np. w podarunku imieninowym). Inny przykład to wzajemna pomoc w transporcie na wykłady lub na dworzec. Mogliśmy wzajemnie na siebie liczyć. Jeden drugiego prosił o „podrzucenie”, bo nie baliśmy się prosić o pomoc. Kiedyś w kazaniu w Krakowie dawałem przykład sprzed 19 lat, o salezjaninie z Francji, ks. François Cartier, który wychodząc z jadalni wspólnoty zastał mnie wchodzącego na kolację. Miałbym ją spożyć sam. Ale on zawrócił w drzwiach i mi w niej towarzyszył. Kilka dni po tym kazaniu jak echo tamten przykład odbił się w naszej krakowskiej wspólnocie: miałbym spożyć sam kolację, a jednak trójka mych braci została, by mi w niej towarzyszyć. Każdy z nich miał swoje plany, godziny spotkań, obowiązki do wypełnienia. A jednak został. Jestem zbudowany tą powszednią miłością moich braci!

 


3. Miłowanie się wzajemne dalekie ma być od „rozgłosu” i „uroczystych deklaracji”. Codziennie modlimy się kilka razy w „Ojcze nasz…”, by On dał nam „chleba powszedniego”. Miłość uczniów Mistrza, który nauczył nas się tak modlić, ma być jak ten powszedni, codzienny chleb. Każdy jej kęs ma być świeży, pachnący. Ma mieć swój smak. Miłość jest jak chleb. Ktoś kroi i rozdaje, ktoś inny przyjmuje. Raz ją daję, innym razem przyjmuję …by inny mógł dawać.

 


ks. Paweł Barylak SDB