Słowo na niedzielę 01 września 2013 r.

„Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy, a każdy, kto jest prawy, będzie Cię miłował” (Syr 3, 17)

 


1. Łagodny z usposobienia człowiek bywa uważany za słabego. Nie rozpycha się łokciami, nie wywalczy podwyżki, nie pójdzie z transparentem pod Sejm, nie zaprotestuje, gdy Mu się ubliża. „Łagodny” jest owieczką, daleko Mu do wilka czy jastrzębia. Wydaje się być w swym środowisku przegranym i nie pasującym do reguł świata. Jednakże Księga Syracydesa właśnie łagodność zaleca, jako sposób załatwiania swych spraw i zdobywania szacunku u innych. Dlaczego?

 

 


2. Gwałtowność zdobywa nas w wielu okolicznościach życia. Gwałtownie szarpiemy klucz, który zaciął się w zamku. Gwałtownie (czytaj „głośno”) powtarzamy pytanie, którego nasz rozmówca nie dosłyszał. Gwałtownie potrząsamy radiem, gdy jego antena na chwilę straci zasięg. Gwałtownie dociskamy kabel łączący komputer i drukarkę, gdy ta odmawia posłuszeństwa itp., itd. Wiele przedmiotów codziennego użytku obrywa od nas, bo …nam brakuje łagodności. Wiele osób omija nas i nas się boi, bo … znają naszą gwałtowność. „Synu, z łagodnością wykonuj swe sprawy…”.

 

 


3. Łagodność jest wielką siłą. Wprowadza pokój. Człowiek o łagodnym sercu leczy ludzi szarpanych przez swą nerwowość. Oddziały kardiologiczne miałyby mniej pacjentów, gdyby w rodzinach i miejscach pracy królowałaby łagodność. Syracydes podpowiada, że wykonujący swe sprawy z łagodnością będzie miłowany. Korzystajmy z tej rady! Jak? Sztuką jest rozładować nerwową atmosferę przy kasie, w której coś się zacięło. Kasjerka doceni takiego uspakajającego klienta. Sztuką jest uspokoić gościa, gdy trącił stolikiem i wylał kawę na obrus. Gość doceni takiego gospodarza. Sztuką jest podchodzić do spraw i ludzi z łagodnością. Łagodność wprowadza pogodnego ducha i wyzwala w człowieku swobodę. Łagodność służy zdrowiu duszy i ciała!

 


ks. Paweł Barylak SDB

 

 

 

 

Pokora, czy pycha?      22 Niedziela zwykła

 

 

Człowiek prawdziwie pokorny uniża się nie po to, aby dostąpić wywyższenia, ale dlatego że w istocie uznaje swoją niedoskonałość, widzi siebie samego w całej prawdzie o swojej słabości, a zarazem widzi ogromny majestat Boga.

 

 

Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. I opowiedział zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: Ustąp temu miejsca; i musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. Do tego zaś, który Go zaprosił, rzekł: Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć; odpłatę bowiem otrzymasz przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

 

 

Zwyczaj urozmaicania zasiadania przy stole przypowieściami był bardzo rozpowszechniony w czasach Pana Jezusa. Z kolei tak, jak czytamy w Ewangelii faryzeusze bardzo lubili pierwsze miejsca przy stole. Widząc, jak je wybierali, Jezus poucza ich i nas samych o skromności i bezinteresowności. O tych dwóch rzeczach, po których można poznać człowieka, kim on naprawdę jest, jakie jest jego wnętrze.

 

 

Wskazówki Jezusa z dzisiejszej ewangelii brzmią bardzo praktycznie: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej. Czy zatem należy zajmować ostatnie miejsce właśnie po to, aby dostąpić takiego lub podobnego zaszczytu wobec wszystkich współbiesiadników? Takie postępowanie jest pokorne tylko z pozoru. Zajmuję ostatnie miejsce, wiedząc przecież, że należy mi się wyższe. Czekam tylko, kiedy gospodarz wezwie mnie, abym przesiadł się wyżej. A jeśli nie przyjdzie i nie zaprosi wyżej? Prawdopodobnie odbierze mi to całą radość wspólnego biesiadowania, a wszystkie potrawy nabiorą gorzkiego smaku. Człowiek prawdziwie pokorny uniża się nie po to, aby dostąpić wywyższenia, ale dlatego, że w istocie uznaje swoją niedoskonałość, widzi siebie samego w całej prawdzie o swojej słabości, a zarazem widzi ogromny majestat Boga.

 


To bardzo ciekawe, że ludzie których inni uważali za wielkich świętych, sami siebie uważali za grzeszników, za sługi nieużyteczne w myśl słów Chrystusa.

 

 

Jan Chrzciciel, którego Chrystus nazwał największym z proroków sam o sobie mówił, że nie jest godzien rozwiązać rzemyka u sandałów Chrystusa. Piotr- skała, opoka przyszłego Kościoła sam siebie uważa za człowieka grzesznego: odejdź ode mnie Panie, bom człowiek grzeszny. A Św. Paweł nazywa siebie najmniejszym ze wszystkich.

 


Pięknie mówi o tym dziś mędrzec Syracydes w pierwszym czytaniu: pokorny człowiek o ile jest wielki, o tyle się uniża; to on właśnie chwali Pana; jest bardziej skory do słuchania, niż do mówienia. Przeciwnie, pycha jest poważnym problemem, według Syracydesa – chorobą nieuleczalną, niszczącą całego człowieka. Tę prawdę wyczuwamy instynktownie: autentyczna wielkość, zawsze połączona jest z ogromną prostotą i pokorą. Tylko nadęty pyszałek daje odczuć innym swoją wielkość.

 

 

Gdzie zatem uczyć się pokory? Aby stać się pokornym, trzeba zacząć od wejrzenia w siebie, poznania całej prawdy o nas samych. Narzędziem takiego poznania jest uczciwy codzienny rachunek sumienia, refleksja nad własnym postępowaniem, a w końcu sakrament pojednania. Uczciwy rachunek sumienia, to spojrzenie na siebie bez usprawiedliwiania się, bez ukrywania prawdziwych pobudek naszego postępowania. W takiej autorefleksji umocnionej łaską sakramentalną uczymy się uznawać naszą słabość, ale przekonujemy się również o tym, że ona bynajmniej nie dyskwalifikuje nas w oczach Bożych. Przed Nim nie musimy udawać lepszych niż jesteśmy, (co nie znaczy, że nie mamy się starać być lepszymi). To przecież nasza ułomność każe nam przystąpić do Jezusa, naszego Wybawiciela z niewoli grzechu. On sam dziś zaprasza na swoją ucztę ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych, którzy nie mamy czym Mu się odwdzięczyć, jak tylko ofiarując samych siebie w całej prawdzie o nas. Kto to zrozumie, siada przy stole na swoim miejscu, nie zwracając nawet uwagi na to, czy jest to miejsce pierwsze, czy ostatnie.

 

 

www.sliwamariusz.wordpress.com