Słowo na niedzielę 08 lutego 2015 r.

„Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka?” (Hi 7, 1)

 


1. Podczas rozgrywanych w Katarze mistrzostwach świata w piłce ręcznej wielu z nas obserwowało zażartą walkę zawodników o miejsce na parkiecie czy o wypracowanie pozycji strzeleckiej. Często widzimy rozerwane koszulki zawodników oraz konieczne interwencje lekarzy. Walka, walka, jeszcze raz walka. Nie wszyscy z tej walki wychodzą zwycięsko.

 


2. Życie podobne jest do takiej walki na parkiecie. Zdarza się, że w tej walce gra idzie o miejsce w pracy, o podniesienie pensji, o nagrodę, o urlop, o poszanowanie podstawowych praw. Bywa, że ludzie rzucają się na siebie, podobni właśnie do wojujących o medal. Na boisku i parkiecie mówi się o grze fair play, czyli uczciwej, w której cel (zwycięstwo) nie uświęca środków (metody walki z drużyną przeciwników). Czy w walce o „swoje” jesteś uczciwy? Czy nosisz w sobie granice taktu, których nie chcesz nigdy przekraczać, bo skutkiem ich przekroczenia byłby ból i płacz twego bliźniego?

 


3. W Ewangelii tej niedzieli Jezus „walczy” o czas na spotkanie ze swoim Ojcem. „Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił”(Mk 1, 35). Dzieje się tak, ponieważ zarówno w pełni dnia, jak i po zachodzie słońca, przed drzwiami domu w którym przebywał, gromadziły się tłumy chorych i opętanych złym duchem. Jezus miał dla nich czas, litował się nad nimi, uzdrawiał, rozmawiał. Nie zmieniło to jednak Jego miłości do Ojca. Chcąc z Nim rozmawiać i Go słuchać musiał wyrywać się z tego tłumu pod osłoną nocy. Potrzeba spotkania miłości Syna do Ojca była większa, niż konieczność niesienia pomocy potrzebującym. Jezus nabierał siły do pracy na modlitwie, często zarywając noce. Zawstydza nas to, gdyż sami nie jesteśmy w stanie wywalczyć kilku minut na modlitwę w ciągu całego dnia. Być może nie walczymy o czas na modlitwę, gdyż za mało miłujemy Ojca lub nie traktujemy modlitwy jako uprzywilejowanego czasu miłości nas, dzieci Bożych, z Ojcem który nas kocha.

 


4. Święty Jan Bosko, wspominany w Kościele w dniu 31 stycznia, miał zwyczaj zaraz po obiedzie i grach sportowych z wychowankami „uciekać” od nich. Nagle „znikał”. Zaszywał się bowiem na godzinę, między 14 a 15, w kaplicy, by modlić się. Wszyscy o tym wiedzieli. Nikomu nie przyszło do głowy wyśmiewać się z kapłana, że aż tyle czasu spędza na modlitwie. Kochał Ojca niebieskiego, dzięki temu sam stawał się ojcem i nauczycielem dla biednych i sierot Turynu. Dlatego, że się modlił, miał siły i mądre słowo na ustach. Naśladując Jezusa nie uległ złudzeniu, że potrzebujących jest tak wielu, że nie da rady wywalczyć czasu na modlitwę. Może nam brakuje na co dzień cierpliwości, taktu w pracy, spokoju w kierowaniu samochodem, łagodności w słowach, gdyż nie mamy łaski Bożej? Najpierw zawalczmy o czas na spotkanie z Bogiem, a na pewno Bóg zarówno pobłogosławi ten czas, jak i wszystko, co czynimy dla innych. Z łaską Bożą w sercu łatwiej jest szanować drugiego człowieka i jemu służyć.



Ks. Paweł Barylak SDB