Słowo na niedzielę 08 września 2013 r.

„Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na jej wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć ” (Łk 14, 28-30)

 

 


1. W niedzielnym fragmencie Ewangelii odzywa się zazdrosna miłość Chrystusa: On chce być najważniejszy w życiu swoich uczniów. Padają z ust Jezusa radykalne twarde słowa o nienawiści najbliższych krewnych i siebie samego: nie może być uczniem Jezusa ten, kto kocha bardziej swoją rodzinę, niż Jezusa. Jezusowi zależy na tym, aby zdecydowani za Nim chodzić i pragnący żyć Ewangelią pozbyli się złudzenia, że będzie im łatwo. „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, nie może być moim uczniem” (Łk 14, 27). Częścią codziennego krzyża ucznia Jezusa jest odcinanie się od niewolniczych więzów z rodziną. Jeśli rodzina lub któryś z jej członków odwracają nas od Ewangelii, pragnienia zbawienia, miłości do Kościoła, potrzebne jest uwolnienie się od niej. Chrystus jest naszą wolnością. Dla Niego i wolności dzieci Bożych warto nawet poświęcić więzy rodzinne. „Nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” (Łk 14, 30).

 

 


2. Strzegąc z zazdrością miłości do Siebie i aby miłość nasza do Niego nie była „przelotnym zakochaniem” Chrystus posługuje się obrazami planowania: budowy wieży i walki zbrojnej pomiędzy dwoma królestwami. W obu porównaniach chodzi o trwałość związku między nami a Chrystusem. Goły fundament, zamiast pięknej wieży, to obraz ucznia Chrystusa, który „do czasu” za Nim chodził. Po I komunii i bierzmowaniu porzucił Go, zatrzymując się na fundamentach chrześcijańskiej nauki. Król oceniający siłę swoich wojsk przed bitwą z sąsiednim królestwem, to wyobrażenie ucznia Chrystusa, który decyduje się na miłość połączoną z walką duchową, wymaganiami i wyrzeczeniami. Jeśli chcemy, aby Jezus był Panem naszego życia, podstawową sprawą jest, abyśmy to deklarując mieli na myśli „całe życie”, „na dobre i na złe”, „do końca życia”.

 


ks. Paweł Barylak SDB

 

 

 


Tron, czy krzyż?   (23 Niedziela zwykła)

 

 

 

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem. Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju. Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

 

 

 

Nauczyciel kierował swoje kroki do Jerozolimy. Wielu Jego uczniów sądziło, że na końcu tej drogi jest tron. Wielu sądziło, że oto zbliża się ów dzień ogłoszenia w Jerozolimie Jezusa Mistrzem, Mesjaszem, Bożym Pomazańcem. Odpowiedzią na te pobożne życzenia są słowa Jezusa o krzyżu. Przebija przez nie trud, ofiara, poświęcenie, a nie gloria, splendor, dostojeństwo. Nie jest to mowa przyjemna i łatwa dla ucha, ani mowa z serii polukrowanych obietnic wyborczych. Trudne są słowa Nauczyciela. Jak rozumieć sens „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto siebie samego, nie może być moim uczniem”? Z pewnością nie należy odczytywać tego zdania dosłownie, gdyż na innym miejscu Jezus mówi o ogromnym znaczeniu przykazania miłości. Przez te słowa Nauczyciel chciał wyrazić myśl, że miłość do Niego nie może być porównywalna z inną miłością.

 

 

 

W dzisiejszym Słowie odczytujemy wskazówki jak zostać prawdziwym Jego uczniem. Okazuje się bowiem, że może nam się tylko wydawać, że nim (uczniem Jego) jesteśmy. Takiej decyzji nie można podjąć jedynie pod wpływem emocji, bo z tego nic nie będzie. Tzw. słomiany zapał. Mało tego, takiej decyzji nie możemy też podjąć sami, bo licząc na własne tylko siły daleko nie zajedziemy. Nie ma co rozpoczynać budowy swojej wiary, jeśli nie opiera się ona na sercu i myśli. Budowanie na emocjach to jak układać domek z kart podczas huraganu. Ale też i nie ma się czego obawiać. Jeśli bowiem z Nim iść będziemy, to nam się uda dotrzeć do celu. Pytanie tylko.. czy tego naprawdę chcemy ?

 

 

 

I jeszcze jedno pytanie, które myślę warto sobie zadać. – Po co ? Dlaczego? Chcę iść z Nim i do Niego?? Nie chodzi mi o wyliczanie korzyści. Chodzi mi o sens życia w Nim i dla Niego. Czy warto? Jak sobie wyobrażam to życie? Co widzę idąc z Nim z tłumem do Jerozolimy? Krzyż, czy tron? Czy widzę Jego wolę, czy swój plan na życie? Czy chcę wypełniać Jego wolę? Czy może dążyć do własnego tronu zbudowanego z zapałek ?

 

 

http://sliwamariusz.wordpress.com

 

  

 

Kilka słów o Słowie

 

 

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć.