Słowo na niedzielę 11 października 2015

 

„Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go (…)” (Mk 10, 17)

 

  1. „Gdy Jezus wybierał się w drogę” został zatrzymany przez potrzebującego i poświęcił Mu trochę swego czasu. Pozwolił się zatrzymać. A z tego „zatrzymania na chwilę” zrodził się dialog bardzo płodny w mądrość życiową. Być może dla „zatrzymującego” była to najważniejsza rozmowa w życiu. Wielka to sztuka, w społeczeństwie naznaczonym harmonogramami spotkań, kancelarii parafialnych i biur otwartych tylko „od godz. tej do godz. tamtej”, kalendarzami kieszonkowymi i telefonami komórkowymi w których pod każdym dniem dziesiątki zadań do wykonania, zatrzymać się bo ktoś o coś pyta, o coś prosi, chce porozmawiać. Gdy wybierasz się w drogę i zatrzymuje Cię człowiek nie jest On mniej ważny niż ten z którym jesteś umówiony. Poświęcić komuś czas nadplanowo, bo poza harmonogramem, to wielka sztuka miłości. Zatrzymując się Jezus Cię uczy jak wyjść poza ramy ustaleń, godzin, obrony „mogę Ci poświęcić tylko minutkę.”

  2. „Przybiegł pewien człowiek”, który najwyraźniej się śpieszył. Śpieszył, bo najwyraźniej spóźnił się na spotkania z Jezusem otwarte dla wszystkich. Za późno się dowiedział, że Jezus jest w Jego wiosce czy mieście, był zajęty swoimi obowiązkami, wrócił dopiero co z podróży handlowej („miał bowiem wiele posiadłości”). A jednak przybiegł, bo to było ważne. Odrobina szaleństwa. Nie tylko Jezus w swym zachowaniu wychodzi poza „protokół dyplomatyczny.” Także On, bo pada przed Nim na kolana. Bez powitania, bez zapytania „mogę o coś zapytać?”, omijając apostołów (czyli biuro sekretarki szefa). Bywa tak, że „formalizm konwenansów” zabija w nas naturalną spontaniczność. Przybiegając do Jezusa i padając na kolana przed Nim ten człowiek uczy jak pozwolić sobie na zwycięstwo. Serca nad głową.
  3. „Upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go.” Wiedział przed Kim pada i jaka jest ranga pytania. Na kolana nie pada się przed byle kim. I byle kogo nie pyta się o życie wieczne. Zapominamy „padać na kolana” przy łóżku przed wyjściem do szkoły, na uczelnię i pracy. Pacierz wieczorny też coraz częściej „zmawiamy w łóżku”, a nie przed nim. Chronimy kolana i wysyłamy na bezrobocie nawet na adoracji eucharystycznej. Choć „pewien człowiek” odszedł zasmucony nie idąc za Jezusem uczy nas modlitwy. Już same „bycie na klęczkach”, bez słów, może być modlitwą pokornego stworzenia. Jeśli tej postawie towarzyszy pytanie „co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne” to „Nauczyciel dobry” odpowie. W chwili takiej modlitwy On poustawia nam w głowach, co jest ważne, najważniejsze, wieczne. Abyś wyszedł w drogę, uczyć się, szukać pracy, handlować, ewangelizować pamiętając że masz skarb w Niebie.

Ks. Paweł Barylak SDB

 

 

(Mdr 7,7-11)


Dlatego się modliłem i dano mi zrozumienie, przyzywałem, i przyszedł na mnie duch Mądrości. Przeniosłem ją nad berła i trony i w porównaniu z nią za nic miałem bogactwa. Nie porównałem z nią drogich kamieni, bo wszystko złoto wobecniej jest garścią piasku, a srebro przy niej ma wartość błota. Umiłowałem ją nad zdrowie i piękność i wolałem mieć ją aniżeli światło, bo nie zna snu blask od niej bijący. A przyszły mi wraz z nią wszystkie dobra i niezliczone bogactwa w jej ręku.

 

 

(Ps 90,12-17)


REFREN: Nasyć nas, Panie, Twoim miłosierdziem

 

Naucz nas liczyć dni nasze,
byśmy zdobyli mądrość serca.
Powróć, o Panie, jak długo będziesz zwlekał?
Bądź litościwy dla sług Twoich.

Nasyć nas o świcie swoją łaską,
abyśmy przez wszystkie dni nasze mogli się radować i cieszyć.
Daj radość w zamian za dni Twego ucisku,
za lata, w których zaznaliśmy niedoli.

Niech sługom Twoim ukaże się Twe dzieło,
a Twoja chwała nad ich synami.
Dobroć Pana, Boga naszego, niech będzie nad nami
i wspieraj pracę rąk naszych,
dzieło rąk naszych wspieraj.

 

 

(Hbr 4,12-13)


Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. Nie ma stworzenia, które by było przed Nim niewidzialne, przeciwnie, wszystko odkryte i odsłonięte jest przed oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.

 

 

(Mt 5,3)


Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

 

 

(Mk 10,17-30)


Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu rzekł: Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę. On Mu rzekł: Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości. Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości. Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego . Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego. A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: Któż więc może się zbawić? Jezus spojrzał na nich i rzekł: U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe. Wtedy Piotr zaczął mówić do Niego: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Jezus odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól, wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.