Słowo na niedzielę 12 kwietnia 2015

„Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.

 

 

1. To, co wydarzyło się w Wieczerniku, nadal trwa tam gdzie służą kapłani. Dziś, jako komentarz do niedzielnej ewangelii, podzielę się pewnym wspomnieniem.


W pewnym mieście, w I piątek miesiąca Dobry Bóg dał mi lekcję jak On doprowadza ludzi potrzebujących do spowiedzi. Podczas nabożeństwa różańcowego „tchnęło” we mnie, że podczas kazania na Mszy mam mówić o natchnieniach Ducha Świętego. Tak też zrobiłem - o 19.30, na mszy z udziałem młodzieży, omówiłem potrzebę wierności nawet najmniejszym poruszeniom w duszy, z której wyniknąć mogą cuda. Po skończonej Mszy świętej udałem się do kaplicy zakonnej, by „odmówić” nieszpory. Jednak już przy wejściu do kaplicy „słyszę w sercu”, że w salce gdzie jest młodzież, ktoś potrzebuje księdza. Nie chcę „tego” słuchać, bo przecież Bóg potrzebuje moich nieszporów. Na zakończenie wieczornego brewiarza natchnienie powróciło. Co więc robię: zachodzę do wspomnianej salki i stawiam pytanie: „Czy ktoś tu czegoś potrzebuje?”. Pada odpowiedź: „Dobrze, że Ksiądz przyszedł, bo ... potrzebna jest nam torba-reklamówka. No cóż, prawdę mówiąc „myślałem” o spowiedzi, a nie o potrzebie foliowej torby; jednak Duch pocieszył mnie stwierdzeniem: „Posłuchałeś Mnie, przyszedłeś do nieznanej ci młodzieży, postawiłeś im pytanie ... Najważniejsze, że Mnie posłuchałeś”. Za chwilę 2 reklamówki, które przyniosłem z kuchni i swojego pokoju, nie wyglądały na „nagrody” za wierność natchnieniom Ducha! Poszedłem na kolację. Jednak już przy drugiej kromce Duch ponownie podpowiadał: „Zapytaj, czy ktoś nie potrzebuje spowiedzi”. Za chwilę, z kęsem chleba w buzi, wchodzę znów do salki i pytam: „Czy ktoś z was potrzebuje spowiedzi?”. Na te słowa jedna z osób zaczyna płakać. Nie pytam, czy to prawda – po prostu oznajmiam: „To ja za chwilę wrócę, ubiorę tylko sutannę”. Wychodząc jeszcze mówię do innej osoby: „Ty bardziej potrzebujesz spowiedzi”. Za chwilę obie osoby się wyspowiadały. Ponieważ było późno odprowadziłem te osoby w kierunku ich domów, ale przyszła kolejna, zaskakująca myśl: „W domu jednej z tych osób jeszcze ktoś czeka na spowiedź”. Cóż za „szalona” sytuacja - tuż przed godziną 23 nieznajomy ksiądz wchodzi do nieznanego mu mieszkania i proponuje napotkanej osobie spowiedź! Okazuje się, że ta osoba potrzebuje spowiedzi. Zachęcam do spowiedzi nawet od razu lub następnego dnia. Co prawda nie miała ona miejsca od razu, ale wieczorem, kolejnego dnia: ta osoba przyszła pod plebanię i odnalazłszy mnie zdecydowała się na spowiedź. Dowiedziałem się potem, że o spowiedź tej ostatniej osoby modliły się w nocy te które wyspowiadały się dzień wcześniej!

 

 


2. Jezus swoich uczniów obdarzył władzą odpuszczania grzechów. Sytuacja o której wspominam wyżej, była nietypowa. Najczęściej kapłani nie chodzą po domach nieznajomych ludzi i nie proponują im spowiedzi, lecz czekają na nich w konfesjonałach. W wielu kościołach nad konfesjonałami gotowość kapłana na wysłuchanie spowiedzi sygnalizuje zapalone światełko. Kapłan w oczekiwaniu na spowiedzi zwykle modli się, bo pomoc spowiadającemu się – wysłuchanie grzechów i udzielenie pouczenia czy rady – to nie tylko sztuka czy umiejętność, ale nade wszystko łaska. Pewnie nie jeden raz doświadczyliśmy nadprzyrodzonej mądrości w tym, co kapłan spowiadający nas, nam powiedział. Myślę, że w tę II niedzielę wielkanocną, zwaną Niedzielą Miłosierdzia, dobrym byłoby nie tylko zapytać się czy dostatecznie często i czy owocnie przeżywam sakrament pokuty i pojednania, ale też czy wspieram modlitwą wszystkich kapłanów służących w konfesjonałach.. Nie zapomnijmy też przy okazji tej niedzieli o modlitwie za nowe powołania do kapłaństwa, gdyż władza odpuszczania grzechów jest nierozerwalnie związana z kapłaństwem.


ks. Paweł Barylak SDB