Słowo na niedzielę 13 października 2013 r.

„Zatrzymali się z daleka (…) Jeden z nich wrócił, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu” (Łk 17, 12.15-16)

 


1. Tych dziesięciu trędowatych musiało trzymać się z dala od wiosek i miast, z dala od ludzi, by swoją chorobą nie zarazić innych. Gdy zabiegli drogę Jezusowi także „zatrzymali się z daleka”. Ich trąd stał się murem rozdzielającym ich od społeczeństwa, a tutaj również od Jezusa. Wszelka choroba, nie tylko trąd, tworzyć może mur między człowiekiem a Bogiem. Choroba może oddalić od Boga. Człowiek w chorobie dostrzec może dowód na to, że Bóg go nie kocha, nie interesuje się nim, nie troszczy się o jego i jego krewnych przyszłość. „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami” staje się świadectwem, że także w chorobie jest sposobność na modlitewne wzywanie Boga na pomoc! Niech choroba nas od Jezusa nie oddala! Przyzwalając na cierpienie Bóg także chce nam coś powiedzieć. Na pewno On nie chce się od nas oddalić!

 


2. Trędowaty, aby chronić innych przed zarażeniem, musiał krzyczeć „Nieczysty! Nieczysty!” (Kpł 13,45). Inni, słysząc takie ostrzeżenie, mieli się na baczności. Trzymali się z daleka i wielkim kołem chorego omijali. Ilu młodych ludzi, zarażonych nieczystością przedmałżeńską, trądem pornografii, prostytucji, wynaturzeniami seksualnymi omija kołem kościoły, msze święte, konfesjonały? Ilu nie chce usłyszeć goryczy prawdy o sobie „Nieczysty!”? Ilu przestaje walczyć z nałogami, poddając się im, bagatelizując problem, nie szukając w mocy Chrystusa wyzwolenia od zła i Złego? Ewangelia o trędowatych i ich oczyszczeniu w łasce Jezusa zaprasza nas do modlitwy – o czystość dla nas samych i o łaskę wyzwolenia dla „więźniów nieczystości”.

 


3. Jeden z trędowatych, wracając do Jezusa z podziękowaniem na ustach („wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, dziękował Mu”) i ze świadomością cudu („upadł na twarz do nóg Jego”) prawdziwie się do Niego zbliżył. Nie tylko oczyszczenie z trądu przybliżyło go do Jezusa, ale także wola wyrażenia wdzięczności. Dziękując nasze serca zbliżają się innych ludzi. Dziękując dajemy wyraz temu, że nie jest nam obojętnym to, co inni nam dają lub co dla nas robią. Analogicznie modlitwa dziękczynna otwiera nasze oczy na działanie Boga w naszym życiu. Nie jesteśmy Mu obojętni, skoro wysłuchuje naszych modlitw. Nie zapominajmy wracać do Niego z podziękowaniami. Nie zapominajmy, że lituje się nad nami, dając nam siły w cierpieniu, zdrowie po chorobie, pracę po czasie bezrobocia, przyjaźń i miłość po okresie samotności.

 


ks. Paweł Barylak SDB

 

 

 

Wobec cuduKs. Mariusz Śliwa

 

 

Stało się, że Jezus zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodzili do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami. Na ich widok rzekł do nich: Idźcie, pokażcie się kapłanom. A gdy szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin. Jezus zaś rzekł: Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec. Do niego zaś rzekł: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła.

 

 

Pewien młody człowiek, zadeklarowawszy się uprzednio jako niewierzący, opowiedział mi niedawno takie oto „zdarzenie”. W czasie tegorocznego lata znalazł się z kolegami (podobnie nie wierzącymi jak on, podkreślał to z naciskiem), w okolicy, gdzie był dom dla dzieci opóźnionych w rozwoju, prowadzony (świetnie prowadzony, jak podkreślał) przez siostry zakonne. Dowiedziawszy się, że siostrom nie ma kto skosić łąki, młodzi nie namyślając się wiele i nic nie mówiąc siostrom, pożyczyli kosy i po godzinie łąka była skoszona. Właśnie kończyli pracę, gdy zauważono ich z klasztoru i prawie w ostatniej chwili wyszła do nich z obfitym obiadem siostra przełożona. Ale nie w tym rzecz. „Bóg zapłać, Bóg zapłać – powtarzała rozrzewniona – tak się modliłam, żeby mi Pan Bóg zesłał jakiś aniołów do tej łąki, no i popatrzcie panowie stał się cud. Bóg mnie wysłuchał”. To ich najbardziej ubawiło, opowiadał wesoło mój rozmówca, ze oni, niewierzący, awansowali do rangi aniołów.

 

 

A w dzisiejszej Ewangelii? Chrystus dokonał czegoś niezwykłego, o wiele bardziej cudownego niż skoszenie łąki. Na dziesięciu uzdrowionych, tylko jeden zrozumiał tak naprawdę co się stało. Zrozumiał to wydarzenie jako znak. Samarytanin, człowiek obcy, a więc nie zżyty na co dzień z myślą o bliskości Boga. Inni zrozumieli tylko to, że byli chorzy, a są zdrowi. Jeden pojął więcej: wyzdrowienie było dla niego znakiem obecności Boga w Tym, który go uzdrowił.

 

 

Tak to już jest w życiu, ze przyzwyczailiśmy się do rzeczy najbardziej niezwykłych i już ich nie dostrzegamy. Dopiero trzeba jakiegoś wydarzenia, jakiegoś znaku, aby odsłoniła się cała prawda o ich niezwykłości. A tak naprawdę, to cała rzeczywistość jest cudem, który ma swoje początki w Bogu. I od nas zależy, czy chcemy zobaczyć te cuda, czy tylko przypadkowe przypadki.

 

 

 

Wdzięczność znakiem mądrości.

 

 

Tylko człowiek mądry potrafi właściwie ocenić wielkość otrzymanego daru i dobroć dawcy. Dlatego tylko człowiek mądry rozumie wartość wdzięczności jako odpowiedzi na otrzymany dar.

 

 

Zestawiając w Ewangelii jednego wdzięcznego z dziewięciu niewdzięcznymi, musimy pamiętać, że zestawiamy mądrego z dziewięciu, którym mądrości zabrakło. Wiemy jednak, że chodzi tu nie o zestawienie ze sobą trędowatych, których uzdrowił Chrystus, lecz o zestawienie nas z nimi. Chodzi o odpowiedź na pytanie: Czy nasza wdzięczność jest znakiem mądrości?

 

 

Czy podziękowaliśmy matce za miesiące ciąży, strach porodu, tysiące godzin troski o nas? Czy podziękowaliśmy ojcu za trud pracy i zapewnienie środków do życia całej rodziny? Czy podziękowaliśmy za ich wspólne wysiłki wokół naszego wychowania i wykształcenia? Czy dziękujemy rodzeństwu? Czy jesteśmy wdzięczni nauczycielom, wychowawcom, katechetom za ich trud i bezinteresowność, za zdarte gardło i potargane nerwy? Czy jesteśmy wdzięczni żonie za czystą koszulę i przygotowanie obiadu? Mężowi za naprawienie żelazka, kranu, przyniesione pieniądze...? Czy jesteśmy wdzięczni Bogu za życie, za zdrowie, za oczy, za bijące serce, zdrowe ręce, za wiarę...? Czy jesteśmy wdzięczni? Jeśli tak, to znaczy, że jesteśmy mądrzy. Bo tylko głupi bierze i nie dziękuje. Mądry wie, że wdzięczność jest najskuteczniejszą prośbą o dalszy dar. Tej mądrości uczy nas Chrystus, wychwalając wdzięczność uzdrowionego z trądu Samarytanina.

 

Ks. Edward Stanek