Słowo na niedzielę 15 września 2013 r.

„A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu”

 

 

1. Ewangelia najbliższej niedzieli skierowana jest do wszystkich ułożonych religijnie, którzy nie mogą się pogodzić z hojnością Boga, który kocha zarówno złych, jak i dobrych, sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych. Widok grzeszników i celników zbliżających się do Jezusa może jeszcze nie szokował ich, „cnotliwych” , tak bardzo, jak fakt, że Jezus wcale od nich nie uciekał, nie odsuwał się od nich, nie robił miedzy sobą a grzesznikami niewidzialnej granicy, której przez grzech człowiek nie powinien próbować przejść. Faryzeusze i uczeni w Piśmie w duchu krytykowali Jezusa za postawę aż tak otwartą i serdeczną wobec grzeszników. Nie mieściło się w ich sercach, że Nauczyciel z Nazaretu podejmuje ryzyko obcowania z grzesznikami, sam poniekąd stając się nieczystym i grzesznym.

 

 


2. Na to oburzenie faryzeuszów i uczonych w Piśmie Jezusa odpowiada trzema przypowieściami – o pasterzu szukającym zagubionej owcy, o kobiecie szukającej zagubionego pieniądza i o ojcu czekającym na marnotrawnego syna i cieszącym się z jego powrotu. W tych przypowieściach Jezus – zresztą jak zwykle – odwołuje się do naturalnej dobroci człowieka, który - jeśli już kogoś lub coś zagubi – stara się utraconą osobę lub rzecz odnaleźć. Pokazuje Jezus, że w człowieku jest nie tylko chęć poszukiwania „zguby”, ale też że człowiek jest w tym poszukiwaniu wytrwały. Pasterz szuka owcy tak długo, aż ją znajdzie; kobieta szuka drachmy starannie, aż ją znajdzie; ojciec na widok powracającego syna wybiega mu naprzeciw, czyli czeka tak długo, aż syn wróci, wierzy w jego powrót. Nikt ze słuchających go faryzeuszów i uczonych w Piśmie nie powie że na miejscu pasterza, kobiety i ojca postąpiłby inaczej. Przez taki sposób rozumowania Jezus udziela nagany słuchającym Go oburzonym „świętym”. „Jeśli nie dziwi Cię, że pasterz, kobieta i ojciec szukają wytrwale i znajdują, to dlaczego dziwi Cię, że ja szukam kontaktu z grzesznikami i jak się nawracają – cieszę się z tego?” – to zdaje się przekazać Jezus swoim słuchaczom.

 

 


3. Byłoby jednak uproszczeniem traktować pouczenie Jezusa jako usprawiedliwienie jego zachowania względem grzeszników. W tym jak Jezus postępuje względem grzeszników i w postaciach pasterza, kobiety i ojca w opowiedzianych przypowieściach Jezus objawia nam postawę Ojca z Nieba! Taki jest Bóg – hojny w miłosierdzie, który nie chce śmierci grzesznika, ale żeby się nawrócił i zbawił! Ojciec w miłości miłosiernej jest wytrwały w poszukiwaniach i nigdy nie wątpiący w końcowy sukces poszukiwań. Wytrwale szuka, aż znajdzie. Trudno jest Go zmęczyć i zniechęcić! Gdy człowiek już sam sobie nie daje szansy na znalezienie kawałka „kąta” w sercu Bogu, Bóg sam o ten „pokoik” dla grzesznika się stara, bo zawsze wierzy że człowiek poza Jego sercem może być tylko nieszczęśliwy!

 

 


4. Prawie każdy właściciel psa, gdy ten coś spsoci lub się odnajdzie po godzinach czy dniach zagubienia, raczej bierze coś w rękę i stosownymi razami lub podniesionym głosem udziela mu nagany, by „pies dobrze zapamiętał gniew pana”. Rozsądny pasterz powinien był zagubioną i odnalezioną owcę surowo ukarać za przestępstwo oddalenia się od stada. Ale pasterz zapomina o rozsądku – cieszy się z odnalezienia zguby i bierze ją na ramiona, i niesie. Dobrze, że Bóg, kiedy idziemy do konfesjonału, gubi swój rozsądek, bo zamiast nas karać, cieszy się że znów jesteśmy z Nim.

 

 

Ks. Paweł Barylak SDB

 

 

 

 

 

 

 

 

 

O miłosiernym Ojcu - Ks. Mariusz Śliwa

 

 

Bóg nie tylko przebacza nam nasze grzechy, ale również po przebaczeniu nam ich, traktuje nas tak, jak byśmy nigdy tych grzechów nie popełnili. Kiedy syn „był jeszcze daleko, ujrzał go ojciec i wzruszył się głęboko: wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”.

 

 

Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.

 

 

Wysłuchaliśmy przed chwilą chyba jednej z najpiękniejszych przypowieści, jakie wygłosił Pan Jezus podczas swojej publicznej działalności. Chrystus w swojej nauce często posługiwał się przypowieściami, obrazami i porównaniami, bo mówił o bardzo ważnych prawdach i chciał, aby Jego słuchacze dobrze Go zrozumieli. Opowiedziana przez Chrystusa w dzisiejszej Ewangelii przypowieść o synu marnotrawnym – nazywana również przypowieścią o miłosiernym Ojcu – powtarza się nieustannie, a my jesteśmy tego świadkami. Powtarza się ona nie tylko w wymiarze ludzkim, ale przede wszystkim w wymiarze Bożym i zbawczym. Tak bowiem jak ojciec przebaczył swemu synowi jego grzeszną przeszłość i przyjął go na powrót do rodzinnego domu, tak samo Bóg, nasz najlepszy Ojciec, zawsze gotowy jest przebaczyć nam nasze grzechy i przyjąć nas do swego domu, jeżeli Go o to prosimy.

 

 

Z opowiedzianej przez Chrystusa przypowieści możemy wywnioskować jeszcze więcej. Mianowicie, że Bóg nie tylko przebacza nam nasze grzechy, ale również po przebaczeniu nam ich, traktuje nas tak, jak byśmy nigdy tych grzechów nie popełnili. Aby się przekonać, że właśnie to chciał nam Pan Jezus powiedzieć, zatrzymajmy się przez chwilę nad tą przypowieścią i przeanalizujmy niektóre jej elementy.

 

 

Kiedy syn „był jeszcze daleko, ujrzał go ojciec i wzruszył się głęboko: wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. To, co uczynił ojciec oznaczało, że swemu synowi nie tylko wszystko przebacza, ale z powrotem traktuje go, jak kogoś najbardziej bliskiego, jak umiłowanego syna.

 

 

Dalej ojciec rozkazuje sługom, aby przynieśli synowi sandały. W biblijnych czasach noszenie obuwia oznaczało, że jest się osobą wolną. To niewolnicy chodzili boso. Tak więc nałożenie sandałów na bose stopy syna, usuwało znak, że jest on czyimś niewolnikiem i przywracało mu imię człowieka wolnego.

 

 

W końcu ojciec rozkazał dać synowi pierścień na palec. Nałożenie pierścienia na palec syna oznaczało, że ojciec przywraca go całkowicie do tej pozycji, jaką piastował przed swoim odejściem z domu.

 

 

W historii syna marnotrawnego łatwo możemy dostrzec naszą własną historię. My także wiele razy uciekamy z „domu Ojca” gardząc Jego miłością i błąkając się po manowcach grzechu. Bóg jednak zawsze czeka na nasz powrót z otwartymi ramionami, niezależnie od tego jak nisko upadliśmy. Jak słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, syn marnotrawny upadł tak nisko, że „pragnął napełnić swój żołądek strąkami, które jadły świnie…”. My też upadamy niejednokrotnie bardzo nisko. Tym niemniej Bóg czeka na nas, niezmordowanie, zapominając o naszych grzechach i niewiernościach. Czeka aż do momentu naszego powrotu. A gdy powracamy, nie tylko przebacza i puszcza w niepamięć wszystkie nasze grzechy, ale na powrót przyjmuje nas za swoich synów i córki.

 

 

Moi Drodzy! Może nie jednemu z nas znany jest piękny obraz. Oto jeden z malarzy namalował dom z otwartymi drzwiami dookoła niego zielone łąki i pola, a pośrodku tych pól wije się ścieżka, mocno wydeptana. Malarz zatytułował ten obraz „Powrót marnotrawnego syna”. Kiedyś ów malarz został zapytany przez swego kolegę, no dobrze namalowałeś dom z otwartymi drzwiami, ścieżkę, ale co to ma wspólnego z przypowieścią. I usłyszał odpowiedź: Przyjacielu, popatrz na tę mocno wydeptaną ścieżkę. To na nią każdego dnia wychodził ojciec i patrzył, czekał, czy nie wraca Jego syn.

 

 

Chrystus, Jednorodzony Syn Boży, właśnie po to przyszedł na ziemię, aby nam marnotrawnym dzieciom Bożym ukazywać drogę do „domu Ojca”. W tym celu nie tylko umarł za nas na krzyżu, ale również ustanowił sakrament pokuty, aby poprzez ten sakrament nieustannie uzdrawiać nasze serca i okazywać nam swoje miłosierdzie. Ilekroć więc przyjdzie ci myśl, to nie możliwe, aby Bóg przebaczył mi takie grzechy, przecież tyle zła uczyniłem, przecież tak dawno nie byłem u spowiedzi, to przypomnij sobie tę dzisiejszą przepiękną w treści ewangelię, owego marnotrawnego syna, ową wydeptana ścieżkę, a przede wszystkim Ojca pełnego miłosierdzia i miłości.

 

 

Dla nas wszystkich – tych wielkich grzeszników i tych, którzy niewiele grzeszą, najważniejszą rzeczą jest wiara w to, że Bóg nas kocha i chce nam przebaczyć grzechy.

 

 

Wszyscy z ufnością i nadzieją tak właśnie myślimy o Bogu, na którego Miłosierdzie i przebaczenie liczymy. Inaczej być zresztą nie może, bo to właśnie był cel przypowieści Chrystusa – pokazać nam Miłosierdzie Boga Ojca. I tak rzeczywiście jest, że Bóg jest Miłosierny i miłujący wszystkie swoje dzieci, i tego marnotrawnego, rozrzutnego syna, który przepuścił znaczna cześć ojcowskiego majątku, ale i tego drugiego, buntowniczego. Bóg miłuje i przebacza. To jest niewątpliwie prawda.

 

 

Zapominamy jednak dosyć często, że warunkiem nieodzownym ojcowskiego miłosierdzia jest skrucha i pokora. Gdyby syn nie uznał konieczności zmiany życia, gdyby się sam na powrót do domu Ojca, nie zdecydował nie mógłby dostąpić ojcowskiego przebaczenia i miłosierdzia. Słowa owego syna, wypowiedziane “na końcu drogi odejścia”, na dnie niejako: “Zabiorę się i wrócę …” są konieczne i nieodzowne, są początkiem nawrócenia każdego z nas i warunkiem miłosierdzia.

 

 

“Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się źle mają” i są tego świadomi.

 

 

Dopóki nie uświadomimy sobie, że jesteśmy chorzy, nie możemy być uleczeni przez Chrystusa. A zatem wołajmy: Zmiłuj się nade mną Boże w łaskawości swojej w ogromie swej miłości zgładź nieprawość moją. Amen.