Słowo na niedzielę 16 czerwca 2013

„Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jak jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą” (Łk 7, 39)

 

 

1. Wszyscy mamy ten sam problem – oceny ludzi po wyglądzie. Żebrzący pod supermarketami, grzebiący w kubłach na śmieci, od wczesnych godzin rannych przesiadujący na ławeczkach i pijący kolejne piwo oraz im podobni ludzie są przez nas surowo oceniani i osądzani od najgorszych, najmniej zaradnych, największych grzeszników. Nie powinna nas więc dziwić reakcja Szymona na widok jawnogrzesznicy. Pomyślał o niej tak, jak na jego miejscu wielu z nas by pomyślało! Myśli jego graniczyły z pogardą, a jednocześnie były myślami pyszałka. Osądzając jawnogrzesznicę chciał siebie uczynić sprawiedliwym, w oczach Jezusa? Cudowne jest to, że Nauczyciel z Nazaretu przejrzał jego myśli i pouczył, że nawet w myślach, niewidzialnych dla drugiego człowieka, nie wolno nim pogardzać i pozbawiać szansy na nawrócenie.

 


2. Szymon chciał bardzo spotkać się z Jezusem, zawrzeć z Nim przyjaźń, pojąć Jego naukę. Być może podczas posiłku doszło do dyskusji miedzy nimi, albo do wymiany pouczeń. Ewangelista jednak zostawia nam po wizycie Jezusa u faryzeusza Szymona tylko jedną naukę, do której sprowokowała Jezusa zarówno grzesznica, jak i myśli Szymona – naukę o miłosierdziu. Lekcja o miłosierdziu nie była teoretyczna, lecz bardzo praktyczna – miłosierdzie zostało okazane nie jakiemuś człowiekowi z przypowieści, lecz konkretnej osobie, odległej na wyciągnięcie ręki. Czasem chcielibyśmy dyskutować o miłości, o życzliwości, o przebaczeniu, o tym kiedy te „wartości” są możliwe do wprowadzenia w życie, kto „zasługuje” na miłosierdzie, czy opłaca się być miłosiernym itd. Nawet bylibyśmy gotowi bronić swego spojrzenia na świat i do kłótni z Jezusem czy jest wychowawczym przebaczać tak za darmo. Jezus w domu Szymona nie przedyskutował wykładu o miłosierdziu, lecz wprowadził miłosierdzie w życie. Pouczające to dla nas, byśmy o miłości nie dyskutowali, lecz objawiali oddalonym od nas o kilka kroków - Mamę, Babcię, Brata, Siostrę … „Kochaj i czyń co chcesz!”

 


3. Wydarzenie w domu u faryzeusza Szymona jest również przykładem na to, jak piorunująca i przemieniająca jest łaska spotkania z Chrystusem. Kobieta lekkich obyczajów po spotkaniu z Mistrzem z Nazaretu wybiega z domu lekka, bo wolna od grzechów i zapewniona o miłości,. Może w jej lekkości odnajdujemy siebie we wszystkich tych sytuacjach, w których „weszliśmy” grzesznikami, a „wyszliśmy” świętymi, bo rozgrzeszonymi; byliśmy „nieczyści” a wybiegliśmy „czyści”, „smutni” a po kilkunastu minutach kipiała w nas radość? Przypomnijmy sobie te godziny, w których w ogóle nie zamierzając chęci poprawy, jak grom z jasnego nieba spadła na nas chęć naprawienia wszystkiego, rozpoczęcia od nowa, powrotu do wiary czy do ideałów. Może niektórzy czytelnicy czują się „spóźnieni” w porównaniu z innymi i myślą, jak by tu wyżebrać miłosierdzie od Boga? Łaska ta może być bliżej, niż im samym się to wydaje! Ważne, by zapamiętać słowa Jezusa: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała.” (Łk 7, 47) i o tę miłość – jak owa ewangeliczna kobieta – żebrać.

 


4. Marzy mi się zobaczyć kiedyś w kościele ludzi modlących się o uśmiechniętych twarzach na widok kolejnych osób klękających przy konfesjonale. Marzy mi się zobaczyć płaczących z radości, gdy „największy” (wg „statystyk dobrosąsiedzkich”) grzesznik, pojawił się w kościele i szuka w Chrystusie łaski przebaczenia. Marzy mi się taka radość każdego z nas, gdy w myślach nie pokazuje się palcem na grzesznika, lecz oklaskuje jego odwagę wyznania grzechów!

 


Ks. Paweł Barylak SDB