Słowo na niedzielę 21 lipca 2013 r.

Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług.

 

 

Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozumienie słów

 

 

Ludzie nazywają często zakonników Ojcami, a siostry zakonne Matkami. Ludzie używają tych słów „ojciec i matka” w sensie przenośnym, w sensie ojcostwa i macierzyństwa duchowego. Dla niektórych ludzi nazwa ta jest również wyrazem szacunku, godności; tak nazywana jest Matka Teresa z Kalkuty, Matka generalna, czy Matka prowincjalna jakiegoś zgromadzenia. Na czym polega to rodzicielstwo duchowe?

 

Maria z Betanii wzorem rodzicielstwa duchowego.

 


Prócz tego popularnego rozumienia słów; ojciec, matka, jest również biblijne rozumienie ojcostwa i macierzyństwa duchowego, które nie jest związane z posługą wykonywaną, lecz ze stanem ducha. Żywym przykładem tego duchowego rodzicielstwa jest Maria z Betanii, z dzisiejszej Ewangelii. Maria chłonęła słowa Jezusa do swojego serca, napełniała się Nim, aby następnie dzielić się Nim z innymi. Aby ubogacać innych Chrystusem. To dzielenie się bogactwem Chrystusa z innymi jest duchowym rodzicielstwem.

 


Świętego Pawła możemy uważać za mistrza tego duchowego rodzicielstwa. Z przeżytego wydarzenia pod Damaszkiem wyciągnął on wniosek, że Chrystus żyje w swoich uczniach. Można pomagać innym, aby Chrystus narodził się w ich sercach i tam przebywał. Tak pisze Święty Paweł o swoim rodzicielstwie duchowym względem chrześcijan z Koryntu: „Nie piszę tego, żeby was zawstydzić, lecz aby was napomnieć, jako moje najdroższe dzieci. Choćbyście mieli bowiem dziesiątki tysięcy wychowawców w Chrystusie, nie macie wielu ojców; to ja właśnie przez Ewangelię zrodziłem was w Chrystusie Jezusie. Proszę was przeto, bądźcie naśladowcami moimi” (1Kor 4,14-16). Każdy założyciel Zgromadzenia zakonnego rodzi swoich synów, swoje córki, w Chrystusie Jezusie, proponując im upodobnianie się do Jezusa poprzez swój chryzmat, który on sam odkrył w kontemplacji życia Jezusowego.

 


Święty Paweł po odkryciu prawdy, że Jezus żyje w Jego uczniach, wycofał się na trzy lata do Arabii na prywatne rekolekcje, aby napełnić się Chrystusem, nim zacznie Go głosić innym. Święty Paweł nie uczył o Chrystusie, lecz swoim postępowaniem głosił Go. Ukazywał on Chrystusa na przykładzie swojego życia. „Już nie żyję ja, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2,20). Maria, siostra Marty, z opowiadania dzisiejszej Ewangelii, siedząc u stóp Chrystusa, przygotowywała się do głoszenia słowa Bożego, do rozbudzania wiary w innych, czyli do duchowego rodzicielstwa.

 


Sobór Watykański II zaproponował dowartościowanie sakramentu Chrztu świętego i dowartościowanie imienia chrzestnego. Chciał przez to zbliżyć wiernych do stanu duchownego, do posługi duchowej kapłanów i osób zakonnych, na bazie naszego wspólnego chrztu, naszego podstawowego sposobu uświęcenia się. Idąc za głosem tegoż Soboru, zlikwidowano po klasztorach zwyczaj przybierania imienia zakonnego. Po latach prowadzenia reform w imię Soboru Watykańskiego II, zamiast przybliżyć ludzi świeckich do naszej duchowości kapłańsko-zakonnej, my przybliżyliśmy się do stylu życia ludzi świeckich (Laicyzacja). Naszym byciem u stóp Chrystusa jest codzienne rozmyślanie, czytanie duchowne, pilne słuchanie Słowa Bożego w czasie Mszy świętej…

 

Trwanie przy Jezusie Eucharystycznym

 


Dziś na wzór św. Marii z Betanii, możemy się łączyć z Jezusem Eucharystycznym w czasie sprawowania Eucharystii. Św. Paweł tak pisze o swoim udziale w męce Chrystusa, którą realizujemy aktualnie w celebracji Eucharystycznej: „Bracia, teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swojej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół”.(Kol 1,24). Słowa te możemy odnieść do naszego uczestnictwa we Mszy świętej, o której Święty Paweł w pierwszym Liście do Koryntian napisał, że jest ona ofiarą Nowego Przymierza: „Ilekroć, bowiem spożywacie ten Chleb albo pijecie Kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie”. (1 Kor 11,26).

 


Śmierć Pańska jest szczytem cierpień Chrystusa. Nasza Msza święta jest głoszeniem wszystkich Jego cierpień (Narodzenie w stajni, ucieczka do Egiptu, niezrozumienie w czasie Jego publicznego nauczania i śmierć). Żeby Msza święta była nie tyko wspomnieniem cierpień Chrystusa, lecz aktualnym realizowaniem Jego cierpień, to te cierpienia muszą dokonywać się dziś w Kościele, w chrześcijanach. Tak należy rozumieć tę wypowiedź świętego Pawła o jego utrapieniach znoszonych dla dobra Ciała Chrystusowego, czyli Kościoła. W każdym okresie istnienia Kościoła potrzebne jest podejmowanie cierpień dla dobra Kościoła, aby uwiarygodnić naszą celebrację Eucharystyczną, aby uczynić z niej realną śmierć Chrystusa poprzez znaki sakramentalne.

 

 

ks. Władysław Stasik SCJ