Słowo na niedzielę 27 stycznia 2013 r.

„Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze; a te, które uważamy za mało godne szacunku, tym większym obdarzamy poszanowaniem ” (1 Kor 12, 22-23)

 


1. Wiele razy pisząc te „rozważania na niedzielę” powtarzałem za Janem Pawłem II, że najgorszym grzechem jest pogarda. Dziś kolejny raz powtarzam to po lekturze fragmentu Apostoła Pawła z II czytania zbliżającej się niedzieli. Największym grzechem jest pogarda – pogarda słabszym, biedniejszym, słabiej wykształconym. Pogarda grzesznika. Pogarda także tym, który mniej ma od Boga. Pogarda tym, który ma mniej charyzmatów, mniej światła Ducha Świętego. Ci „mniej” mogą słabiej przekonywać o Bogu, bo mniej potrafią. Najgorszym grzechem jest porównywanie siebie z „takimi”, bo „uposażenie w charyzmaty nadzwyczajne” czyniłoby skuteczniejszym nasze przepychanie się, by być bliżej Boga. Charyzmaty to nie rękawice bokserskie, dzięki którym innych możemy bić po głowie. Charyzmaty to, owszem, rękawice, ale robocze, zapraszające do pracy i służby na rzecz innych. Nie zapominajmy, że czytany w niedzielę 20 stycznia i w niedzielę 27 stycznia 12. rozdział 1. Listu św. Pawła do Koryntian, znajduje dopełnienie w 13. rozdziale, czytanym w niedzielę 3 lutego.(„Hymn o miłości”). Charyzmatyk rani Boga i ludzi, jeśli „rękawice” uznaje za powód zwolnienia ze służebnej pracy. Charyzmatyk, w duchu wiary i nadziei, uznaje charyzmaty za dar od Boga, a jednocześnie przyjmuje je jako przepustkę do pracy w miłości cierpliwej i łaskawej. Charyzmatyk to ten, który mając „rękawice”, pierwszy zakasa rękawy do pracy.

 


2. W Kościele, jak w każdej wspólnocie ludzi, muszą być słabsi i gorsi. „Raczej nawet niezbędne są dla ciała te członki, które uchodzą za słabsze” (1 Kor 12, 22). Po co? Aby „poszczególne członki troszczyły się o siebie nawzajem” (1 Kor 12, 25). Św. Paweł uznaje za oczywiste, że dobra matka i dobry ojciec, dobry brat i dobra siostra troszczą się z większym zaangażowaniem o najmłodszego, najsłabszego, chorego członka swej rodziny. Słabość jednego nie musi być przekleństwem dla pozostałych. Słabość jednego potęguje miłość innych! Pamiętajmy o tym w swych rodzinach i w pracy. Szanujmy słabych!

 


3. Sami, być może, byliśmy kiedyś osłabieni – duchowo, materialnie, zranieni odrzuceniem. Ta słabość wydawała się nam przekleństwem. Ale, z powodu słabości, spotęgowała się miłość innych. Wydaje się nielogiczną taka kolej rzeczy: słabość wpuszcza w nasze życie miłość. Zdarzyło się „to” Tobie?


ks. Paweł Barylak SDB