Słowo na niedzielę 30 czerwca 2013

„Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: Panie, czy chcesz, a powiemy żeby ogień spadł z nieba i zniszczył ich?” (Łk 9, 54)

 

 

1. Właściwie w żadnej sytuacji Jakub i Jan nie powinni pragnąć zniszczenia kogokolwiek. Prośba skierowana do Jezusa o pozwolenie zniszczenia niegościnnych Samarytan jest formą zemsty za coś, co nie poszło zgodnie z ich zamierzeniem. Są posłańcami, chcieliby aby każdy okazywał Jezusowi życzliwość; pragną z tej życzliwości sami skorzystać. Dlaczego odpowiedzią Jezusa, jak zapisał to Św. Łukasz, jest odwrócenie się i zakaz? Czym byłoby porażenie ogniem z nieba wioski, która nie przyjęła w swe progi Chrystusa?

 


2. Ewangelista w tej perykopie zauważa, że owo wydarzenie miało miejsce w czasie bliskiego odejścia Chrystusa. Jego misja zapalania Ewangelią ziemi ogniem miłości jest u kresu. Uczniowie zdają się pojmować, że Mistrzowi za którym od trzech lat chodzą najbardziej zależy by świat zwyciężyć miłością. „Zdają się pojmować”. Celowo powtarzam to wyrażenie, bo mnie się wydaje, że prośba skierowana do Jezusa obnaża ich słabość – nie pojęli że sercem Ewangelii Jezusa jest miłosierdzie. Gdyby Jezus przystał na prośbę Apostołów – spalona ogniem z nieba miejscowość i poparzeni mieszkańcy byliby antyświadectwem o Jezusie. Prawdopodobnie o wydarzeniu tym byłoby głośno w Jerozolimie w czasie sądu nad Jezusem przed Jego śmiercią. Przecież nie tylko „winowajcami” okazaliby się Jan i Jakub, ale też Ten który zgodził się na taki „ogniste” wymierzenie sprawiedliwości.

 


3. Są sytuacje w których bardzo dobrze rozumiem zachowanie Jana i Jakuba. Chciałbym tak samo jak oni prosić Jezusa o „zemstę z nieba”. Najchętniej każdemu palącemu papierosa na przystanku czy w korytarzu wagonu „dla niepalących” przynajmniej chciałbym ubliżyć. Najchętniej dla nie zainteresowanych kazaniem zafundowałbym specjalne miejsce w mej przemowie „co czeka tych, którzy Boga nie słuchają”. Najchętniej nieprzygotowanych do wizyty kolędowej „ukarałbym” krótszą modlitwą lub brakiem uśmiechu. Ale czy w swoim zachowaniu byłbym osamotniony? Nauczycielu! Czy jesteś życzliwy wobec krnąbrnych uczniów? Szybki Kierowco! Czy hamujesz swój język przed przekleństwem, gdy inny użytkownik drogi opóźnia Twój plan dotarcia na czas do domu czy pracy? Ojcze i Matko! Czy tak samą odpłatę podarowałeś dziecku temu z idealnymi wynikami w nauce i innemu, które „ledwo ledwo” zaliczyło kolejny rok nauki? Ognisty charakter Jana i Jakuba jest po części w każdym z nas.

 


4. Ewangelista kończy akapit prostym zdaniem „i udali się do innego miasteczka”. Jezus uczy nas odstępowania od zemsty i przechodzenia ponad problemem. On dąży do Jerozolimy i wymierzanie sprawiedliwości nie powinno być przeszkodą w dotarciu do Wieczernika i Golgoty. Ileż naszych rozmów w miejscu pracy, domu rodzinnym, wśród krewnych kończy się…zatrzymaniem na jednym temacie, ba, a nawet jednym szczególe, tylko dlatego że nikt nie chce odstąpić od swego przekonania! Jezus mógłby zatrzymać się w miasteczku samarytańskim i samemu próbować zdobyć serce tubylców. Akceptuje jednak zastaną sytuację i odrzucony autorytet Apostołów. Idzie dalej, do innego miasteczka, bo wiadomo, że i tak gdzieś zatrzymać się trzeba. Życie jest zbyt piękne i krótkie, aby wypełniało je kłótnia często o drobiazgi nieistotne ani dla nas, ani dla naszych rozmówców. Trzeba się uczyć przechodzić do „innego miasteczka”, bo w czasie „przechodzenia” rozpalone gniewem serca studzą się. Oby w bliskości najbliższej niedzieli udało się nam przynajmniej raz zwyciężyć nad sobą światłem tej Ewangelii.

 



Ks. Paweł Barylak SDB